piątek, 24 kwietnia 2015

Moda na akceptację

Moda na akceptację - paradoks dzisiejszego świata



          


                Poprzedni post przybliżył temat mody na bycie FIT. Uzmysłowił mi tym samym, że dzisiejszy świat pełen jest sprzeczności, a współczesne społeczeństwo ma ciężki orzech do zgryzienia.
 
BYĆ FIT CZY ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE?
 
 
 
                       Istnieje duża presja - w telewizji, w magazynach, w Internecie - wszędzie widzimy szczupłe, a teraz nawet już umięśnione sylwetki kobiet, które wydają się być po prostu idealne. Oczywiście wyglądają na szczęśliwe - chcemy być jak one. Promowanie zdrowego stylu życia może wpływać na nas pozytywnie. Z pewnością zdrowsi czujemy się lepiej. Lecz czy ślepe podążanie za modą nie jest dla nas zgubne?

 
                      Druga strona medalu - istnieje wiele kampanii społecznych, które promują naturalność. Modelki, według mnie krzywdząco nazywane plus size, stają się modelkami standardowymi, wypaczając tym samym modelki-anorektyczki.
                      Jest wiele szafiarek i blogerek modowych, które pokazują, że nie tylko szczupłe dziewczyny, ale też te bardziej kształtne mogą wyglądać modnie, kobieto i po prostu atrakcyjnie. Moją ulubioną jest Gabi Fresh, która mankamenty swojej figury przekuła w zalety.

 
 


Źródło: www.gabifresh.com
 
 
                      Kampanią, która zwróciła moja uwagę była akcja firmy kosmetycznej Dove, które pokazała, że kobiecość to nie tylko szczupłe uda i talia osy. Dla porównania kampania Victoria's Secret, na której prawdziwe kobiety wyglądają zgoła inaczej.
 
 
 
 
                     Nie jesteśmy idealne, a każda z nam jest inna. Są rzeczy, których zmienić się nie da. Wzrostu niestety nie da się zredukować (a szkoda ;)) ), figurę możemy starać się korygować, często z bardzo dobrym skutkiem, lecz samego kształtu figury nie zmienimy. Przykładowo, gruszka pozostanie gruszką, jej nieco szersze kości biodrowe magicznie nie znikną.
Tutaj wkraczamy w inny temat, mianowicie sprawę zmian chirurgicznych. Operacje plastyczne mogą zmienić życie, czasami mogą to życie utrudnić. Jest to bardzo osobista sprawa, nie mnie oceniać decyzje ludzi, którzy idą pod nóż, ale wydaje mi się, że to kwestia ignorowania presji społeczeństwa i umiejętności akceptacji siebie.
                    
 
                    Rzeczy, których nie możemy zmienić, powinnyśmy pokochać! Z taką ideą wychodzi do nas akcja oznaczona hasztagiem #LoveYourLines. Ma ona na celu pokazanie, że ciało kobiety nie jest idealne, ale mimo to może być piękne. Rozstępy, z którymi boryka się prawie każda z nas, to nic złego. To po prostu część nas, musimy ją zaakceptować. Często są konsekwencją dojrzewania, i nawet bardzo szczupłe, aktywne kobiety są na nie skazane. Te, które pozostały po ciąży dla wielu kobiet nie mają większego znaczenia, w porównaniu do cudu życia, jakim są ich pociechy.
 
 
A tak naprawdę, to nie są rozstępy! To tygrysie paski, które świadczą o tym, jakie odważne i dzielne jesteśmy!! ;))
 

 
 
 
 
 
Pozostaje pytanie.
Postawa dostosowania się do wymogów społeczeństwa, czy akceptacja siebie mimo wszystko?
 
 
 
 
 
 K.
 

 
 


2 komentarze:

  1. To prawda, że taki podwójny obraz świata atakuje nas z każdej strony. Myślę, że trzeba znaleźć swój złoty środek- ciało, w którym będziemy czuły się sobą, niezależnie od tego, czy pasujemy do kanonu piękna. I tego życzę wszystkim ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, wbrew pozorom, każda z nas chce wyglądać pięknie i każda na swój sposób będzie do tego dążyć. Żyjemy w świecie, w którym oceniani jesteśmy przez pryzmat tego jak wyglądamy. Z jednej strony mówi się : "nie oceniaj książki po okładce" z drugiej natomiast przedstawia badania psychologiczne, które potwierdzają naszą próżność : efekt halo/aureoli.

    OdpowiedzUsuń