niedziela, 17 maja 2015

The Age of Adaline czyli w pułapce czasu

  To uczucie kiedy wychodzimy z kina i mamy z tego powodu satysfakcję - bezcenne.  Kilka lat temu trudno było mnie namówić na wyjście do kina, zwyczajnie uważałam, że to strata pieniędzy. Może to kwestia dojrzałości albo moment, kiedy podjęłam pierwszą pracę zmienił mój sposób myślenia. Teraz nie wyobrażam sobie pozbawić się tej przyjemności i od czasu do czasu zasiadam w niezbyt dużej sali, przed wielkim ekranem.  Nie każdy film, który nam proponują wpada w nasze gusta, ale dzięki temu rozwija się w nas ukryty krytyk, który pozwala kreować własne zdanie.
  15 maja wybrałam się na premierę filmu "Wiek Adaline". Myślałam, że zawiodę się na Blake Lively, którą znam z serialu "Gossip Girl" oraz filmu "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" - nic mylnego. Mam wrażenie, że oglądałam romantyczną fantazję, w której główna bohaterka Adaline Bowman, urodzona na początku XX wieku ulega wypadkowi, który wywołuje nieprawdopodobne konsekwencje: Adaline przestaje się starzeć. I kiedy przeczytałam, krótki opis fabuły nasunęło mi się porównanie do historii Benjamina Buttona, jednak film jest na tyle inny, a w swej inności piękny, że nie powinniśmy szukać podobieństw. 






    Nie lubię pisać recenzji i nie to jest moim zadaniem. Informuję, że to naprawdę dobrze zrobiony film, konsekwentnie poprowadzony od początku do końca. Poznajemy młodą  i atrakcyjną kobietę, która tkwi w swoistym zawieszeniu. Możemy podziwiać jej kreacje, zmieniające się w różnych czasach - sama natomiast jako kobieta z poprzedniej epoki próbuje przetrwać w drapieżnym świecie XXI wieku.   

   Adaline zmuszona jest więc do ciągłej tułaczki i zmiany osobowości w obawie przed ujawnieniem nieśmiertelności. Film skłania do refleksji - czy wieczna młodość to marzenie czy może klątwa i przyczyna pustelniczego trybu życia? Nasza nieśmiertelna musi porzucić myśli o normalnym życiu, związku, trwałych relacjach z przyjaciółmi, którzy są tylko chwilowi. Niezwykły dar blokuje przed nią niejedne drzwi...czemu? Bo długowieczność z czasem przeradza się w samotność. Życie Adaline przypomina muzeum, do którego zbiorów bohaterka sukcesywnie dokłada kolejne wspomnienia i pamiątki po bliskich, a to wszystko przypomina jej w jakiej czasowej pułapce się znalazła. Jednakże czym byłby ten film bez wątku miłosnego, właściwie to przecież miłość pozwala zmierzyć się z czymś, z czym zmierzyć się nie chcieliśmy. Oprócz świetnej roli Lively, możemy podziwiać Harrisona Forda, który tworzy w ciągu kilkunastu minut na ekranie wzruszający portret dojrzałego mężczyzny, któremu w ciągu chwili burzy się życiowa harmonia.     


 "Wiek Adaline" pozwala wyhamować pęd codzienności i  poświęcić kilka minut na to, aby zastanowić się nad zjawiskiem czasu i jego roli podczas ludzkiej drogi życia. Wiele razy powtarzałam, że nie jestem zbyt wymagająca jeśli chodzi o filmy i książki. Są momenty, kiedy potrzebuję obejrzeć lub przeczytać coś, co wymaga silnego skupienia, ale najczęściej wybieram pozycje, które są przyjemne, może i czasami błahe, ale takowych mi potrzeba. Tak więc pozostaje obejrzeć tą bajkową, oryginalną, lecz nie przesłodzoną produkcję i wyrazić własną opinię.  Polecam!


Ps. Zdecydujcie się na seans chociażby ze względu na przystojnego Michiela Huismana, który wciela się w rolę Ellisa ;)

R.


1 komentarz:

  1. Zafascynował mnie ten film, muszę wybrać się do kina. Myślę, że będzie to dla mnie kilka cudownych chwil z historią mody w tle <3

    OdpowiedzUsuń