sobota, 28 marca 2015

GlutenFree Life





            Dieta najczęściej jest naszym własnym, niczym nie przymuszonym wyborem. Najczęściej...jednak nie zawsze! Chciałabym opowiedzieć trochę o diecie bezglutenowej, tym samym przybliżyć wam, ten często nie do końca zrozumiały temat. 

               Co to tak naprawdę jest ten gluten? 

Musze przyznać, że dopóki mój tata nie zachorował na celiakie, nie miałam pojęcia co to jest, gdzie można go znaleźć, i ogólnie z czym to się je!
GLUTEN to białko zapasowe znajdujące się w zbożach (pszenica, jęczmień, żyto, w polskich warunkach również owies, który naturalnie jest bezglutenowy).

               Kto powinien być na diecie bezglutenowej?
  • Ludzie chorzy na celiakie - chorobę, która charakteryzuje się nietolerancją glutenu, co skutkuje niszczeniem kosmków jelitowych, tym samym prowadzi do poważnych problemów z przyswajaniem składników odżywczych. Można ją nabyć w każdym wieku (około 1% populacji).
  • Osoby cierpiące na nadwrażliwość na gluten (około 6% populacji)
  • Osoby z alergią na gluten


Nie ma sensu rozpisywanie się na temat objawów, diagnozowania. Zajęło by to zbyt dużo czasu i miejsca! Jeśli ktoś jest zainteresowany odsyłam na stronę Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. Sama strona jest niesamowicie pomocna, szczególnie jeśli z dietą dopiero zaczynamy. 

               O życiu bezglutenowca

               Diagnoza taty spadła na nas jak grom z jasnego nieba! Po latach diagnoz, wykluczeniu wszystkich możliwych chorób układu pokarmowego, usłyszeliśmy: celiakia. Przyznam się, że gdy usłyszałam, że to alergia na gluten, przypomniałam sobie, co o tym wiem. Wydawało mi się, że dieta bezglutenowa to moda, którą stosują szaleńcy-ekolodzy. Nikt do końca nie wiedział, co to jest, jak z tym żyć. Lekarze również nie byli zbyt pomocni. Wszystkiego musieliśmy nauczyć się sami. W tej sytuacji najbardziej pomogło nam Stowarzyszenie, po zapisaniu się do którego dostaliśmy dużo materiałów, z których pochodzi większa część naszej obecnej wiedzy.

              Pierwsze miesiące były bardzo trudne. Łatwe wydawać się może wyeliminowanie zbóż z diety, lecz takie nie jest. Gluten jest wszędzie. Pomijając najbardziej oczywiste produktu - chleby, makarony, słodycze, gluten znajdziemy w wędlinach, chipsach, pasztetach, płatkach kukurydzianych, gumach do żucia, przyprawach, żelkach i wielu innych produktach, gdzie mąki po prostu nie powinno być!
              Dla nas priorytetem było zastąpienie podstawowych glutenowych produktów na te glutenfree. Chleb - dotąd najważniejszy składnik diety mojego taty, musiał zostać zastąpiony "substytutem", który w niczym chleba nie przypominał. Po wielu próbach... wielu nieudanych, po miesiącach praktyki, sami pieczemy chleb, który kształtem i smakiem przypomina chleb! To świadczy o tym, że potrzebna jest wprawa, dużo cierpliwości i dużo chęci! Wszystko da się zrobić!

            Życie bezglutenowca wśród glutenowców jest trudne. Niełatwo jest nam po prostu wyjść do restauracji, na uroczystości rodzinne zawsze przychodzimy przygotowani, ze swoim prowiantem. Zbliżający się ślub mojej siostry też jest dla nas dużym wyzwaniem. Hostia jest dosłownie "bombą glutenową", więc tata dostaje specjalną, bezglutenowa. Musimy dbać o higienę, ponieważ gluten się przenosi. Tata musi używać innego noża, innych naczyń, innego cedzaka do makaronu.
Ale wydaje mi się, że ze wsparciem rodziny, wszystkie te przeszkody są do przeskoczenia! 




               Moje przemyślenia na temat diety GF

             Dieta bezglutenowa dla wielu jest niezrozumiała. Duży problem mają osoby, które jej po prostu nie rozumieją! Uważają, że jedno ciastko, albo rosół z makaronem raz na jakiś czas to nie mogą zaszkodzić! Niestety, jedynym lekarstwem na celiakie jest dożywotnia dieta bezglutenowa, bez żadnych odstępstw! Wśród naszej rodziny i znajomych, jeśli ktoś pyta, dlaczego tata nie je tego, co inni, to jest to dla nas okazja, żeby ludzi uświadomić. Najczęściej, co nas bardzo cieszy, spotykamy się z reakcjami typy: tak, słyszałem co to, albo ktoś to w rodzinie/ze znajomych ma. Przy okazji chciałam obalić mit, że dieta ta jest odchudzająca. Mój tata przez całe życie był chudy i nie mógł przybrać na wadze. To się zmieniło po przejściu na diete! Wszyscy uważają, że mój tata teraz wygląda zdrowiej! Cieszy nas również to, że rynek produktów bezglutenowych stale się rozwija! Niestety, ceny nadal są zastraszająco wysokie, ale idzie ku lepszemu!
              Chciałabym poruszyć jeszcze kwestie mody na dietę GlutenFree. Dla niektórych jest ona obowiązkiem, nie mają wyjścia (dodatkowo dieta GF jest zalecana przy chorobach tarczycy, przykładowo Hoshimoto). Są jednak ludzie, którzy całkowicie zdrowi, zaczynają unikać glutenu. Ostatnio rozpowszechniane są informacje o rzekomej szkodliwości glutenu. Tutaj zdania są podzielone. Są badania, które wskazują, że zboża szkodzą, inne, że zboża są bogatym źródłem wszystkich potrzebnych minerałów i witamin. Wydawać się może, że przyczyną tego jest po prostu sytuacja rynkowa jednych i drugich. Promowanie diety GF wpłynęło na rozwój tego rynku, na czym ucierpieli producenci produktów zbożowych.

              Ja osobiście uważam, że dieta bezglutenowa dla człowieka zdrowego nie jest niczym dobrym. Dieta ta jest bardzo uboga w błonnik, który do prawidłowego funkcjonowania układu pokarmowego jest niezbędny. Trzeba go dostarczać z innych źródeł, jednak ten zbożowy jest najbardziej skuteczny!
Agata Młynarska, dziennikarka również chora na celiakie trafnie stwierdziła, że zdrowy człowiek na diecie GF jest jak człowiek pełnosprawny jeżdżący na wózku inwalidzkim. Całkowicie się z tym zgadzam! Jest to po prostu utrudnianie sobie życia. Kiedyś ta moda przeminie, ludzie wrócą do normalnego odżywiania, a chorzy na diecie i tak będą musieli pozostać.



Z celiakią, jak z każdą nieuleczalną chorobą trzeba nauczyć się żyć. Trzeba mieć silną wolę, nie można ulec pokusie, na którą mój tata jest narażony żyjąc z glutenowcami. Nie jest to łatwe, jednak jeśli widzi się tego wyniki (w naszym przypadku znaczne polepszenie zdrowia taty), wszystko przychodzi łatwo! Jestem pełna podziwu dla mojego taty, który bardzo dobrze sobie z tym radzi! 


Żeby nie było, że zarzuciłam was informacjami, chciałabym pokazać dietę bezglutenową ze strony praktycznej! Przepis na pyszny oczywiście bezglutenowy sernik na zimno.


Bezglutenowy sernik na zimno
ze spodem z ciasteczek



Na sernik potrzebujemy:

Na spód: 


  • dwa opakowania ciastek bezglutenowych (około 250 gram)
  • około 75 gram rozpuszczonego masła
  • 2 łyżki kakao (opcjonalnie)

Na masę sernikową:


  • 400 gram serka homogenizowanego
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 3 łyżki cukru pudru 
  • 3 łyżki żelatyny
Dodatkowo na górę owocowa galaretka



1. Ciastka kruszymy (za pomocą blendera lub młynka do kawy), łączymy z roztopionym masłem i kakao. Dokładnie mieszamy, wykładamy i rozprowadzamy  na blaszkę wyłożoną papierem. Wstawiamy do lodówki na około 30 minut.

2. Ubijamy śmietanę, dodajemy cukier. Mieszamy z serkiem homogenizowanym. 

3. Do 1/4 szklanki gorącej wody wrzucamy 3 łyżki żelatyny. Rozpuszczamy, dokładnie mieszając.

4. Do masy sernikowej dodajemy ostudzoną żelatynę i miksujemy przez 2-3 minuty.

5. Masę sernikową wykładamy na spód z ciasteczek. Zostawiamy w lodówce na około 1 godzinę, aż stężeje. 

6. Robimy galaretkę, zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Po lekkim ostudzeniu wylewamy na masę sernikową. Zostawiamy do całkowitego stężenia.

Po paru godzinach bezglutenowy sernik na zimno gotowy do jedzenia!!!!




Jeśli macie jakieś pytania, z chęcią na nie odpowiem!


Kasia

wtorek, 24 marca 2015

Moda na zdrowe odżywianie cz.1


  Od pewnego czasu ze wszystkich stron zalewa nas masa informacji na temat zdrowego odżywiania. Nadeszło wielkie boom. Dbanie o sylwetkę i o to, co ma się na talerzu zaczęło być pewnego rodzaju obsesją. Sama jestem tego ofiarą. Ciężko jest  znaleźć umiar - umiar w jedzeniu i umiar podczas uprawiania sportu. Kiedy od dziecka nie jesteśmy nauczeni jadania śniadań, regularnych posiłków czy picia dużej ilości wody to trudno zmienić te przyzwyczajenia. Czasami popada się ze skrajności w skrajność. Nie jest łatwo. Osobiście alej uczę się na błędach, próbuje słuchać własnego ciała i potrzeb, ale nie zawsze się udaje. Diety - przeżyłam, nigdy nie dotrwałam, a tylko nabawiłam się efektów jo - jo. Na dłuższą metę nie oszukamy siebie, kiedy odmawiamy sobie stajemy się nieszczęśliwi.  Pamiętam jak zaczęłam ćwiczyć w domu - początkowo nie potrafiłam się odnaleźć w małym pomieszczeniu, które niczym nie przypominało mojej dawnej sali tanecznej. To były wakacje, mnóstwo wolnego czasu. To był okres, kiedy potrafiłam ćwiczyć codziennie, czasami dwa razy w ciągu dnia.

1. Przetrenowanie 
2. Głodówki 
3. Przesadne czytanie etykiet, odmawianie sobie posiłków. 

To często powtarzane błędy.

  W bardzo łatwy sposób można się zapomnieć i stracić kontrolę. Dieta-  dość ciekawy termin. Czy dieta to to samo co zdrowe odżywianie? Ten termin szufladkuje, kojarzy się z pewnymi wyrzeczeniami, a my ich nie lubimy. Zazwyczaj przechodząc na dietę wprowadzamy pewne produkty, wykluczając inne. Trwa to przez pewien okres i wtedy...koniec. Powracamy do dawnego życia, widząc, że 4kg znów mówią dzień dobry. Kiedy przejdzie się przez takie etapy i dostrzega się brak rezultatów albo tylko skutki uboczne łatwo się opamiętać. Będąc studentem ciężko jest dbać o regularne posiłki czy kupować odpowiednie produkty  - tak to paradoks, ale zdrowe odżywianie jest drogie. Kiedy mieszkamy z rodzicami, często nie mamy wpływu na to, co znajdzie się w lodówce. Możemy mieć wpływ częściowy, ale nie zmienimy też nawyków utrwalanych przez 20 parę lat przez inne osoby, którym może i już nie zależy na tym, żeby zjeść sałatkę bez majonezu. Spotykamy się więc z komentarzami typu - wydziwiasz. Nie to nie tak.  To nie jest wydziwianie. Trzeba przyznać, że to wszystko wymaga od nas wielkich pokładów motywacji i silnej woli. Najważniejsze jest to, że my sami musimy tego chcieć, musimy chcieć coś zmienić. Powinniśmy wyznaczyć sobie jakiś cel i zastanowić się dlaczego to robimy. Zmuszanie siebie do jedzenia owsianki na wodzie, kiedy przełknięcie jednej łyżki sprawia nam problem jest zwyczajnie bez sensu. To katowanie siebie (żeby nie było ja uwielbiam - na mleku).
  Trudno jest bez wsparcia komponować sobie tak posiłki, żeby były one w pełni zdrowe. Możemy jednak próbować, uczyć się i starać. Starania - to już sukces. Porównujemy się do osób, które pracują jako np. trenerzy personalni, czy sportowcy trenujący do zawodów.  Rozbudowane treningi, odpowiednio rozpisane posiłki są na porządku dziennym. Trudno więc prowadzić taki tryb życia, zwyczajnie się nie da. A to właśnie nas gubi, ta chora chęć dorównania pierwowzorowi.  Wyobraźmy sobie matkę dwójki dzieci wstającą o 5 rano, która wraca przed 18.00 do domu. Zmęczona..padnięta. Kiedy ten czas dla siebie? 
   I owszem mamy modę na zdrowe odżywianie i bycie fit. Ale to też ma swoje plusy. Stajemy się bardziej świadomymi konsumentami, którzy często chcąc czy nie chcąc trafiają na kolejny wpis w prasie - jak poprawić kondycję? Możemy przemycać pewne złote rady, ale tak, aby ten cały proces tworzenia stylu życia był przede wszystkim dobry dla nas. Nie myślmy w kategoriach - muszę zrzucić troszkę na wiosnę, a zaraz zbliża się lato...nie. To powinno być coś długotrwałego, do czego się przyzwyczaimy i będziemy przekonani. Świadome żywienie, próba dostarczania organizmowi lepszych produktów, bogatych w witaminy i minerały oraz sport musi stać się czymś normalnym, nie żadnym odstępstwem. Teraz kiedy zalewa nas fala informacji na ten temat, możemy zwyczajnie poczytać o tym, jak zdrowo jeść, może sama świadomość sprawi, że wybór ścieżki stanie się łatwy.  

R.

poniedziałek, 23 marca 2015

HELLO SPRING/ Czas na refleksję?

Witamy wiosnę i witamy Was!

 Z nadejściem wiosny rozpoczęłyśmy pracę nad naszym nowym projektem. Tak właśnie nazywamy naszą fasolkę - czyli nasz blog. Dopiero się rozkręcamy, więc mamy nadzieję, że pozwolicie nam rozwinąć skrzydła. Mamy wiele pomysłów, które czekają na realizację i jeszcze więcej energii, które daje nam to dzisiejsze słoneczko! To świetny czas, aby zacząć nowy, lepszy rozdział. Bo jak nie dziś, to kiedy? Dajmy sobie szansę - dajcie szansę nam!

  Tak wiemy - tysiące poradników, postów, które opisują jakie to łatwe - a wystarczy tylko chcieć. Nie, wcale nie jest łatwe. Umiejętność podchodzenia do życia z uśmiechem na twarzy to bardzo trudne zadanie, człowiek jest tylko człowiekiem - albo aż. Każdy jest inny, każdy miewa inne problemy. Rodzina, środowisko...albo zwykły przypadek, szczęście - to czynniki, na które nie mamy wpływu. My się nie dałyśmy zwieść. Nie ma sensu udawać, że życie jest piękne i kolorowe. Ten świat to świat, w którym media odgrywają znaczącą rolę - ludzie dzielą się tym, co jedzą, o której wstają, co dostali pod choinkę albo jaki nowy telefon sobie wybrać. Nic dziwnego, że pewna grupa osób, mimo, że przez moment poczuła szczęście, nagle je traci. I nie wypierajmy się, że to nie przez zazdrość - jesteśmy zazdrośni...że innym się udało, że mają w sobie tyle siły, żeby dążyć do celu, że są na tyle otwarci, że wszyscy zaczynają postrzegać ich z sympatią, że mają wsparcie rodziców, nie chodzi o wsparcie finansowe, ale to też. No to puenta! Po prostu, nie udawajmy, że jesteśmy z kamienia, że mamy twarz niczym marionetka i zawsze potrafimy w 100% skorzystać z każdej minuty. Tak się nie da - owszem ładujmy się wzajemnie pozytywną energią do działania, ale świadomie podchodźmy do sprawy. Nie katujmy się, kiedy znów mamy zły dzień - mamy prawo go mieć: jeden, drugi i trzeci. Bo jesteśmy tylko ludźmi, którzy czasami na siłę pragną stworzyć idylliczną wizję świata. I choć życie mamy jedno, bądźmy świadomi, że ma ono wiele barw.